„Widocznie tak miało być” – wywiad z Anną Tarnowską, II Wicemiss International 2008

Anna Tarnowska to polska modelka i fotomodelka, jedna z najbardziej utytułowanych laureatek prestiżowego konkursu Miss Polonia, która ma na swoim koncie tytuły Miss Polonia Ziemi Zachodniopomorskiej 2007, I Wicemiss Polonia 2007, I Wicemiss Baltic Sea & Scandinavia, III Wicemiss Intercontinental 2009 czy Wicemiss Świata Studentek. Największy sukces odniosła jednak w Japonii zdobywając tytuł II Wicemiss International 2008! W wywiadzie dla Imperium Miss piękna Szczecinianka opowiada o swoich wrażeniach i odczuciach związanych z udziałami w konkursach piękności. 

Kamil Gużewski (K.G): Wspomnienia zacznijmy od samego początku, czyli wyborów Miss Polonia Ziemi Zachodniopomorskiej 2007. Skąd pomysł na udział w regionalnym konkursie?

Anna Tarnowska (A.T): Pomysłu jako takiego nie było. Zaczęłam pracować w szczecińskiej agencji modelek, brałam udział w różnych sesjach zdjęciowych, chodziłam w pokazach. Któregoś razu, na jednym z pokazów spotkałam Gosię Rożniecką. Poznałam ją przez wspólnych znajomych. Oni wspominali, że Gosia organizuje Miss Ziemi Zachodniopomorskiej i zaczęli namawiać mnie na udział. Tak szczerze powiedziawszy, nie byłam do końca przekonana co do tego, że chcę wziąć udział w tym konkursie, ale Gosia mocno napierała. Muszę jej przyznać tę zasługę, ponieważ przyjechała do mnie z kartą castingową i zabiegała żebym wzięła udział, więc tak jakby, to samo do mnie przyszło. Widocznie tak miało być.

(K.G): Małgorzata Rożniecka jako organizator, Marzena Cieślik – ustępująca miss regionu i Miss Polonia 2006 – przed uczestniczkami wysoko postawiona poprzeczka! Było wśród dziewcząt napięcie z tym związane?

(A.T): Muszę przyznać, że był to dla mnie taki okres, że nie miałam czasu, żeby uczestniczyć w całym tym przygotowaniu do finału konkursu regionalnego. Było to jakoś w czerwcu, wtedy studiowałam, miałam sesję, zdawałam egzaminy. Później miałam jeszcze wyjazd na targi do Niemiec. Pracowałam wówczas dla amerykańskiej firmy i dużo z nimi jeździłam po przeróżnych targach. Później z kolei miałam obóz sportowy organizowany przez szkołę. I tak naprawdę z tego obozu sportowego, odbywającego się na Pojezierzu Drawskim wróciłam do Szczecina na dwa dni – na sam finał. Wcześniej dziewczyny miały bardzo dużo aktywności związanych ze zgrupowaniem, a ja byłam tylko na jednym albo dwóch eventach przygotowujących nas. Przyjechałam po prostu dzień przed finałem i uczestniczyłam tylko w wieczornej próbie. W każdym razie uważałam, że było to na moją niekorzyść. Nie brałam udziału we wszystkich próbach, więc byłam dużo słabiej przygotowana. Nie czułam się na scenie aż tak pewnie jak reszta dziewczyn. Na początku nie miało to żadnego znaczenia, ale gdy już wygrałam konkurs dziewczyny bardzo krzywo się na mnie patrzyły. A dla jurorów się to nie liczyło. Oni nie wiedzieli, czy ktoś chodził na próby, czy nie. Oceniali to co działo się na scenie i najwidoczniej się im spodobałam. To była taka sytuacja, w której, muszę przyznać, czułam dużą niechęć ze strony dziewczyn i trochę się wtedy zniechęciłam. Nie byłam przekonana czy chcę uczestniczyć w dalszych etapach konkursu.

(K.G): No właśnie. Finał wyborów Miss Polonia Ziemi Zachodniopomorskiej 2007 przyniósł Pani zwycięstwo. Jak czuła się Pani z tytułem najpiękniejszej mieszkanki regionu?

(A.T): Jak mówiłam wcześniej, było to dla mnie bardzo duże zaskoczenie, ponieważ nie do końca widziałam siebie w konkursach miss. To wszystko działo się jakby troszeczkę poza mną. Ja do tego nie ciągnęłam, to konkurs wciągnął mnie. Oczywiście było to bardzo miłe, ale też nie do końca zdawałam sobie sprawę z tego, jaki to będzie miało wpływ na moje życie.

(w środku: Anna Tarnowska jako Miss Polonia Ziemi Zachodniopomorskiej 2007, fot….)

(K.G): Kolejnymi przystankami w Pani drodze do finału Miss Polonia 2007 były Łódź (ćwierćfinał i półfinał) oraz Mrągowo (zgrupowanie przedfinałowe). Jak wspomina Pani te etapy pod względem organizacyjnym? Miałyście Panie czas na zwiedzanie tych miejsc?

(A.T): Pamiętam, że w  Łodzi byłyśmy chyba cztery dni. Ze Szczecina do Łodzi jest kawałek drogi, więc prosto z pociągu pojechałyśmy na salę, gdzie odbywały się ćwierćfinały. Tak naprawdę w toalecie się przebierałyśmy, domalowywałyśmy i szybko szłyśmy na spotkanie z jury. Już po kilku godzinach było wiadomo, kto zostaje na półfinał, a kto wraca do domu. Ja zostałam wybrana, więc zostałam jeszcze na cztery dni w Łodzi. Pamiętam, że to wszystko działo się dosyć szybko. Dobrze wspominam mój pierwszy pobyt w tym mieście. Nie było dużo czasu na zwiedzanie, bo cztery dni i przygotowanie do gali to jest bardzo mało. Miałyśmy choreografie, dużo prób. Ale pamiętam, że było spotkanie z prezydentem Łodzi, zdjęcia, pobyt w Manufakturze. Pierwszy raz byłam wtedy w Łodzi, więc fajnie było chociaż gruntownie zobaczyć to miejsce.

Jeśli chodzi o zgrupowanie przedfinałowe w Mrągowie, to też był w sumie mój pierwszy pobyt na Mazurach. Bardzo miło wspominam dziewczyny, organizatorów, naszych opiekunów i choreografów. Pamiętam, że było to na początku września i było strasznie, strasznie zimno. Nie byłyśmy przygotowane na taką pogodę i rodzice dosyłali nam paczki z ciepłymi swetrami i butami. Podobnie jak przed półfinałem miałyśmy bardzo dużo prób, w międzyczasie pojechałyśmy do Warszawy, gościłyśmy w Pytaniu na śniadanie, nagrywałyśmy wizytówki. Miałyśmy wyjazd do Mikołajek, pływałyśmy motorówką. Było bardzo sympatycznie, jednak większość zgrupowania stanowiły próby.

(K.G): Jak wyglądały relacje uczestniczek do korony Miss Polonia 2007? Spędziły Panie  razem dwa tygodnie…

(A.T): Dobrze to wspominam. Do tej pory mam kontakt i z Basią (Barbara Tatara) i z Eweliną (Ewelina Sienicka), czyli z Miss Polonia i II Wicemiss Polonia. Bardzo dobrze wspominam wszystkie dziewczyny. Nawet jeśli były jakieś nieprzyjemne sytuacje, to ja ich po prostu nie pamiętam. Było bardzo fajnie. Uważam, że wszystkie dziewczyny były bardzo ładne. Naprawdę było bardzo sympatycznie.

(Finalistki Miss Polonia 2007, Anna Tarnowska druga od prawej w górnym rzędzie, fot. Biuro Miss Polonia)

(K.G): Członkami panelu jurorskiego byli m.in. Ewa Wachowicz, Marek Włodarczyk, Przemysław Saleta czy Robert Moskwa. Co czuła Pani wiedząc, że jest oceniana przez tak popularne w kraju osobistości?

(A.T): Szczerze powiem, że jakoś szczególnie się nad tym nie zastanawiałam. Jury to jury i ktokolwiek by to nie był, to zawsze jest się ocenianym. Biorę pod uwagę, że jest to bardzo względne. Są różne gusta i wiadomo, że ktoś może być fanem urody słowiańskiej, a ktoś bardziej orientalnej. Ktoś woli blondynki, ktoś woli ciemne dziewczyny i tutaj wydaje mi się, że jest to też troszeczkę kwestia przypadku. Aczkolwiek są klasyczne typy urody, które gdzieś tam zdobywają uznanie. Nie stresowało mnie to aż tak bardzo i w żaden sposób na mnie nie wpływało. Wiedziałam, że jest jury, że będzie się ocenianym, a to zawsze jest jakiś stres. Na pewno ważnym było, że w jury znalazła się Ewa Wachowicz, która sama odniosła ogromny sukces w konkursach miss. To też się liczyło. Fajne było to, że wcześniej miałyśmy możliwość spotkania się z Ewą oraz Kasią Borowicz. Dziewczyny opowiedziały nam trochę o swoim doświadczeniu, co na pewno dużo nam dało.

(Jury konkursu Miss Polonia 2007, od lewej: Ewa Wachowicz, Katarzyna Borowicz, Przemysław Saleta, Marek Włodarczyk, fot. pb.info.pl)

(K.G): Sympatia i głosy Polaków sprawiły, że otrzymała Pani tytuł Miss Telewidzów i bezpośredni awans do finałowej piątki. Spodziewała się Pani takiego sukcesu?

(A.T): Wiadomo, że się nie spodziewałam. Dochodząc do takiego etapu jakim jest finał, ma się nadzieję na to, że coś się zdobędzie. Były takie myśli, że chciałabym dostać jakiś tytuł, czy nawet wygrać. Wcześniej poinformowano nas, że Miss Telewidzów otrzyma samochód, więc tym bardziej było to ekscytujące. Wtedy nie miałam swojego samochodu i pomyślałam, że super byłoby go dostać.

(Anna Tarnowska podczas finału Miss Polonia 2007, fot. Fakt.pl/Plejada.pl)

(K.G): Ostatecznie zajęła Pani 2. miejsce przegrywając jedynie z Łodzianką, Barbarą Tatarą. Jak wspomina i ocenia Pani Miss Polonię 2007? Miałyście czas, aby się bliżej poznać?

(A.T): Tak szczerze mówiąc, lepiej poznałyśmy się już po konkursie. Przed finałem najbardziej zżyłam się z tymi dziewczynami, z którymi byłam w pokoju. A dopiero później, już po finale z Basią i z Eweliną. Obie bardzo lubię, więc mam bardzo dobre wspomnienia z nimi związane.

(od lewej: Anna Tarnowska, Barbara Tatara, Ewelina Sienicka, fot. pb.info.pl)

(K.G): Wspomniana przez panią nagroda dla Miss Telewidzów, czyli samochód osobowy okazała się być dość kontrowersyjną. Wielu Pani fanów (była Pani faworytką do korony) stwierdziło, że tytuł Miss Telewidzów uniemożliwił Pani zwycięstwo w Miss Polonia właśnie ze względu na nagrodę (Miss Polonia 2007 również wygrała samochód). Zgodzi się Pani z tą tezą?

(A.T): Ciężko mi powiedzieć. W życiu staram się nie myśleć, co by było gdyby, no bo skoro tak się stało, to widocznie tak miało być. Aczkolwiek też bardzo dużo razy słyszałam głosy, że była to trochę taka „niedźwiedzia przysługa”. Tym bardziej, że rok później zasady były już zmienione, a dziewczyna wygrywała głosami telewidzów, czyli tytuł Miss Telewidzów równał się z tytułem Miss Polonia. Ale tak jak mówię, tak miało być. Ja się cieszę z tych tytułów które miałam i później dzięki temu bardzo dużo podróżowałam, jeździłam po różnych światowych konkursach, co również bardzo miło wspominam.

(Anna Tarnowska odbiera nagrodę dla Miss Telewidzów, fot. Magazyn Motoryzacyjny „Jedź Bezpiecznie”)

(K.G): Miesiąc po sukcesie krajowym została Pani wydelegowana na wybory Miss Baltic Sea & Scandinavia 2008. Z tego co wiem, nie za dobrze wspomina Pani swój wyjazd do Finlandii i Estonii. Dlaczego?

(A.T): Pierwszą noc spędziłyśmy bodajże w Helsinkach. Byłam wtedy chora, dostałam zapalenia gardła czy nawet zapalenia krtani. Czułam się bardzo źle, miałam gorączkę, strasznie bolało mnie gardło. Czułam się tak, jakby coś w tym gardle tkwiło i było to strasznie nieprzyjemne uczucie. Rano czułam się już tak źle, że wezwano do mnie lekarza. Po zbadaniu stwierdzono, że mogą mnie zabrać do szpitala, ale tego samego ranka dziewczyny zbierały się i płynęły promem do Tallina. W związku z tym miałam podjąć decyzję: albo zostaję na miejscu i idę do szpitala albo płynę z nimi. Jestem osobą, która raczej się nie poddaje w taki sposób, dlatego postanowiłam, że popłynę i jakoś przewalczę tę chorobę. Przez jeden czy dwa dni prawie nic nie jadłam, starałam się spożywać tylko płynne rzeczy, ciągle piłam  gorącą herbatę z miodem i jakoś się z tego wyleczyłam. Nie wiem jak to się stało, że nie wystąpiły jakieś powikłania, dlatego że w środku nocy miałyśmy jeszcze zdjęcia na zewnątrz. Byłyśmy na promie (w miejscu, w którym ląduje helikopter), na środku Bałtyku, w sukienkach koktajlowych, a ponieważ była jesień to za gorąco nie było. Ciekawe doświadczenie. Jestem taka, że jeśli mam jakiś cel, to się spinam w sobie i jestem bardzo zdeterminowana. Tak właśnie było wtedy. O dziwo jakoś się podniosłam i sama wyleczyłam się z tej choroby. Była to dla mnie duża lekcja.

(Anna Tarnowska w sesji zdjęciowej na promie podczas Miss Baltic Sea & Scandinavia 2008, fot. HLPhotography)

(K.G): Jak długo trwało zgrupowanie Miss Baltic Sea & Scandinavia 2008 i jaka atmosfera panowała między uczestniczkami?

(A.T): Nie było to długie zgrupowanie, trwało chyba tydzień. Atmosfera była ok, dobrze ją wspominam. Dziewczyny były sympatyczne. Wcześniej dwa lata pod rząd wygrywała Polka. Rok przede mną Dorota Gawron, wcześniej Malwina Ratajczak. Ja miałam już w sumie z góry, ponieważ były głosy, że nie mam możliwości wygrania, dlatego że Polka nie może wygrywać co roku. Ale był to dla mnie pierwszy taki konkurs, pierwsze doświadczenie.

(K.G): Finał wyborów Miss Baltic Sea & Scandinavia 2008 odbył się na luksusowym statku wycieczkowym. Zauważyła Pani jakieś różnice między tym finałem, a tradycyjnym organizowanym np. w sali widowiskowej?

(A.T): Oczywiście że tak, różnice są ogromne. To było w takiej sali na statku. Przede wszystkim, mimo że w ogóle nie piłam alkoholu, to czasami wydawało mi się, że jestem pijana. Po prostu tak mną zarzucało. To było dosyć śmieszne uczucie. Finał ten był dużo bardziej kameralny (przynajmniej takie mam co do tego wspomnienia) niż na sali widowiskowej, gdzie jest telewizja, wszystko jest rejestrowane i robione z dużo większym rozmachem. Jest to zupełnie inny rodzaj imprezy, także nie da się tego porównać.

(W środku: Anna Tarnowska podczas finału Miss Baltic Sea & Scandinavia 2008, fot. HLPhotography)

(K.G): Kolejny finał i kolejne drugie miejsce. Usatysfakcjonował Panią tytuł I Wicemiss Miss Baltic Sea & Scandinavia?

(A.T): To był mój pierwszy konkurs międzynarodowy i ja bardzo cieszyłam się z tego, że dostałam jakikolwiek tytuł. A tak jak mówię, z góry miałam już powiedziane, że nie mam szans na wygraną, ponieważ Polki nie mogą zajmować pierwszego miejsca cały czas. ?

(Anna Tarnowska jako I Wicemiss Baltic Sea & Scandinavia 2008, fot. HLPhotography)

(K.G): Przechodzimy chyba do największego Pani sukcesu – udziału w wyborach Miss International. Jak zareagowała Pani na propozycję wyjazdu na ten konkurs?

(A.T): Oczywiście bardzo się ucieszyłam. Przede wszystkim zawsze marzyłam o podróżowaniu, a tu nagle dostaję informację, że polecę do Japonii i Hong Kongu, że zwiedzę tak egzotyczne i odległe dla mnie kraje. Było to na pewno bardzo stresujące, ponieważ była to pierwsza w moim życiu taka podróż, gdy leciałam sama. Po prostu wsiadłam w samolot i leciałam na drugi koniec świata. Nawet nie wiedziałam do końca kto mnie odbierze. Nie miałam za dużo doświadczeń przy wylotach samodzielnych. Tak naprawdę pierwszy raz w swoim życiu miałam międzykontynentalny lot. Był to trochę taki skok na głęboką wodę, ale to zawsze wychodzi na dobre. Mnie to jak najbardziej wyszło na dobre i uważam, że było to piękne doświadczenie. Cieszyłam się i byłam bardzo podekscytowana.

(K.G): Zgrupowanie Miss International 2008 odbywało się w Chinach i Japonii. Miała Pani okazję zwiedzić Hong Kong, Chińskie Makau czy Tokio. Co najbardziej zachwyciło Panią w tych miejscach?

(A.T): Długo by opowiadać. Czym mnie zachwycił Hong Kong? Myślę, że ogromem olbrzymich wieżowców, które są tak gęsto wybudowane. Hong Kong jest niesamowitym miastem, takim dość zeuropeizowanym jak na miasto azjatyckie. Kiedyś była to kolonia brytyjska, więc czuć ten wpływ. Dużo ludzi mówi tam bardzo dobrze po angielsku, więc nie ma problemu z dogadaniem się. Tak przynajmniej było ponad dziesięć lat temu. Nie wiem jak jest teraz, ale np. w Japonii było trudniej dogadać się po angielsku, chociażby w hotelu. Na pewno było to piękne miejsce.

Tak samo Makau. Byłyśmy zakwaterowane w pięknym hotelu Venetian. Jest przepiękny. Taki sam hotel jest w Las Vegas. Jedno piętro ma zrobione właśnie na Wenecję. Są tam sklepy, kanały, pływają gondole, a sufit jest pomalowany tak, że wygląda jak prawdziwe niebo. Bardzo, bardzo piękny hotel.

Tokio to też niesamowite miejsce. Zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Byłam jeszcze w Kyoto. Przepiękne ogrody japońskie. Naprawdę, bardzo dużo zwiedziłam podczas tego konkursu i było to dla mnie niesamowite przeżycie. Przede wszystkim ta przepaść kulturowa – to jest zupełnie inny świat. To był mój pierwszy wyjazd do Azji i po prostu nie mogłam przeżyć tego, jak bardzo ten świat różni się od naszego, od Europy. Było to bardzo ciekawe doświadczenie.

(od lewej: Miss Ukrainy, Miss Niemiec, Miss Polski i Miss Kanady podczas zgrupowania Miss International 2008, fot. Daily Telegraph)

(K.G): Można zaryzykować stwierdzenie, że Azjaci uwielbiają Polki. Aneta Kręglicka, Agnieszka Kotlarska, Małgorzata Rożniecka – wszystkie odniosły sukces właśnie w Azji! Czy w trakcie zgrupowania odczuła Pani w zainteresowanie Azjatów swoją osobą?

(A.T): Tak, na pewno. Azjaci w ogóle bardzo fascynują się kobietami z białą skórą i jeszcze blondynkami. To jest dla nich coś egzotycznego. Nie wiem jak jest teraz, czy może to troszkę spowszechniało, ale wtedy, ponad dziesięć lat temu było to dużą sensacją. Czasami nawet dziewczyny podchodziły i chciały dotknąć mnie, mojej skóry. Było to dla nich niesamowite. Wiem, że tam w Azji ideałem piękna jest kobieta o wyglądzie lalki. Parę osób mówiło mi, że wyglądam jak Barbie. Odbierałam to w nie za fajny sposób, ponieważ u nas takie określenie jest zwykle synonimem sztucznej lalki. A dla nich lalka Barbie jest po prostu ideałem piękna. Im bardzo podobała się moja uroda, była dla nich bardzo egzotyczna – blondynka, jasna karnacja. Widziałam więc duże zainteresowanie.

(K.G): O koronę Miss International rywalizowało ponad sześćdziesiąt dziewcząt z całego globu. Jak odnalazła się Pani w tak zróżnicowanym gronie?

(A.T): No właśnie. Muszę przyznać, że było to niesamowite przeżycie, ponieważ przyjeżdża ponad sześćdziesiąt dziewczyn z całego świata i wszystkie są piękne. Nie wiem, jak jury to wybierało. Tak naprawdę jest to bardzo ciężki wybór, dlatego że każda dziewczyna jest inna. Tak jak mówiłam są blondynki o jasnej karnacji, dziewczyny bardzo orientalne ze skośnymi oczami i ciemną skórą. Z długimi lub krótkimi włosami. Wyższe albo niższe. Ale wszystkie piękne. Z reguły na takich międzynarodowych konkursach każda czymś się wyróżnia, więc ocenić jest naprawdę bardzo, bardzo trudno. Tym bardziej był to dla mnie ogromny zaszczyt, że udało mi się zdobyć koronę i tytuł II Wicemiss.

Muszę przyznać jeszcze, że przeżyłam wtedy pierwszy szok. Przyjechałam i zobaczyłam, że wszystkie dziewczyny są takie idealne, mają piękne, długie, gęste włosy oraz piękne rzęsy. Ale później, gdzieś tam w garderobie zobaczyłam, że są to w większości doczepiane włosy i rzęsy. Zobaczyłam takie triki, że po prostu byłam w szoku. Teraz to jest normalne, wchodzi się na Instagram i się to wszystko widzi, prawda? Ale wtedy nie było Instagrama, nie było to wszystko tak rozpowszechnione, szczególnie u nas. Dlatego ja byłam w szoku gdy zobaczyłam jakie istnieją sposoby żeby się upięknić. Bardzo dużo było takich chwil czy imprez, że musiałyśmy się same malować. Ja nie miałam żadnego pojęcia na temat profesjonalnego makijażu i dopiero uczyłam się malować. Przypatrywałam się koleżankom z Ameryki Łacińskiej, ponieważ one robiły to świetnie. Patrzyłam jak one krok po kroku robią swój makijaż. Podpatrywałam je i trochę naśladowałam. Azjatki też, aczkolwiek Azjatki mają już zupełnie inną urodę, więc one się inaczej malują. Ale muszę przyznać, że troszeczkę zgapiałam i tak zaczęłam uczyć się makijażu.

(K.G): Taki wyjazd to chyba dobra okazja do nawiązywania fantastycznych znajomości prawda?

(A.T): Tak, na pewno. Jest to świetna okazja. Pamiętam, że miałyśmy notesiki i każda spisywała sobie adresy mailowe oraz namiary do siebie. Wtedy jeszcze nie miałam konta na Facebooku, ale później jak już je założyłam, to właśnie tam się poodnajdywałyśmy (w większości z dziewczynami z późniejszych konkursów). Najwięcej takich znajomości utrzymuję przez ten portal społecznościowy. Mam kontakt z kilkoma dziewczynami, np. z dziewczyną, która w Miss World University reprezentowała Stany Zjednoczone. Z pochodzenia jest Peruwianką, ale mieszka w Utah. Bardzo fajna dziewczyna, była ze mną w pokoju i bardzo się z nią zaprzyjaźniłam. Jakieś pięć lat temu, czyli po kilku latach od konkursu, będąc w Los Angeles zobaczyłam na Facebooku, że ona też jest akurat w mieście na weekend. Napisałam do niej wiadomość i się spotkałyśmy. Ja z Polski, ona z Utah, poznałyśmy się w Korei Południowej, a spotykamy się po kilku latach w Los Angeles. Jest to ciekawe i pokazuje, jak mały jest świat oraz jak bardzo portale społecznościowe ułatwiają nam kontakt.

(Anna Tarnowska – trzecia od lewej – podczas zgrupowania Miss International 2008, fot. Daily Telegraph)

(K.G): Brała już Pani udział w finale krajowym oraz mniejszym finale międzynarodowym. Ale kilkugodzinnego finału Miss International nie można chyba do nich porównać?

(A.T): Tak, zdecydowanie. Konkurs Miss International był ogromnym przedsięwzięciem. Naprawdę piękny finał. Nawet jakiś czas temu oglądałam ten finał, żeby sobie przypomnieć. Był pięknym wydarzeniem, pięknie zrobiony. Muszę tylko przyznać, że nie czuje się tego, iż to trwa kilka godzin. Czas leci szybko, jest adrenalina. Są wyjścia. To zlatuje jak 5 minut. Na pewno jest to ogromny stres. Zgrupowanie trwało ponad trzy tygodnie, więc byłyśmy już też tym wszystkim zmęczone. Ale tak jak mówiłam, jest to ogromna adrenalina i to zmęczenie człowiek czuje dopiero po wszystkim, jak już emocje opadają.

(K.G): Kilkukrotnie pytałem Panią o emocje towarzyszące podczas finałów. Tutaj też muszę o to zapytać – co Pani czuła wychodząc na scenę Venetian Areny? Miss International to przecież prestiżowy konkurs, transmitowany w wielu krajach na świecie…

(A.T): Na pewno czułam dużą ekscytację. Po prostu było to dla mnie niesamowite wydarzenie, a wszystkie takie wydarzenia traktowałam zawsze jako ogromne doświadczenie i coś, co da mi dużo na przyszłość. Zawsze staram się wynieść z tego typu wydarzeń jak najwięcej, zdobyć jak największe doświadczenie. No i tak właśnie było. Cieszyłam się, że biorę w tym udział. Chciałam dać z siebie wszystko. W jakiś sposób pewnie mi się to udało. Tak naprawdę większość dziewczyn miała jakieś wsparcie, ktoś przyjeżdżał na ten finał – czy rodzina, czy organizatorzy. Ktoś je odwiedzał albo miały jakichś bliskich przy sobie. Ja byłam właściwie sama. Taka Ania, sama poleciała do Japonii i Hong Kongu no i się udało. Byłam w pierwszej trójce. To było dla mnie niesamowite, bardzo zaskakujące. Wtedy nie do końca zdawałam sobie sprawę z tego, jak ogromny to był sukces. Dopiero później dotarło do mnie, że jest to przecież jeden z największych konkursów na świecie, a ja jestem w nim trzecia. Wow.

(Anna Tarnowska podczas finału Miss International 2008, fot. Pageant-mania/Missosology)

(K.G): Była Pani pierwszą od 2001r. Polką, która awansowała do TOP 12 Miss International. Pamięta pani swoją reakcję na wieść o awansie i zdobyciu tytułu II Wicemiss International?

(A.T): Gdy awansowałam do TOP 12 to po prostu ścisnęło mnie w żołądku, ponieważ myślałam tylko o tym, że mam do wykonania dwie rzeczy. Po pierwsze – w jednej z choreografii każda z dwunastu dziewczyn wychodziła na środek i miała do przetańczenia tzw. solówkę. Bardzo lubię tańczyć, ale nie jestem tancerką, więc było to dość stresujące. Po drugie – każda dziewczyna z TOP 12 musiała przygotować półtoraminutowe przemówienie. Takie przemawianie na scenie i to jeszcze w obcym języku było moim debiutem, więc był to duży stres. Od razu poskręcało mnie w żołądku. Myślałam, że muszę się spiąć i wypaść jak najlepiej. Ale jakoś się udało. To przemówienie tak mi się wryło w głowę, że jeszcze do dziś pamiętam jego część.

Ze zdobycia tytułu II wicemiss byłam bardzo szczęśliwa. W trakcie zgrupowania słyszałam głosy (wiadomo, że słyszy się od różnych osób, organizatorów, czy też z mediów), że typowali mnie jako faworytkę. Więc miałam taką świadomość, że skoro zauważyli mnie wśród ponad sześćdziesięciu dziewczyn i mnie typują, tzn. że mam dużą szansę. Ale tak czy siak byłam naprawdę bardzo, bardzo zaskoczona.

(K.G): Triumfowała również Europa, bowiem po raz pierwszy od 2001r. zwyciężczynią Miss International została przedstawicielka europejskiego kraju – Hiszpanii. Jak wspomina Pani Alejandrę Andreu?

(A.T): Bardzo dobrze. Bardzo sympatyczna dziewczyna. Tak naprawdę to nie miałam z nią za dużego kontaktu przed finałem, więc nie udało mi się jakoś szczególnie jej poznać. Taka dosyć cicha, raczej trzymała się z dziewczynami hiszpańskojęzycznymi. Później, po finale zostałyśmy we trójkę razem z I wicemiss (Miss Kolumbii) jeszcze dziesięć dni w Azji i wtedy naprawdę lepiej się poznałyśmy. Bardzo sympatyczne dziewczyny, bardzo dobrze je wspominam.

(od lewej: Cristina Camargo, Alejandra Andreu, Anna Tarnowska, fot. Powerpuff Celebrity)

(K.G): No tak. Sukces wiązał się z nieco dłuższym pobytem w Japonii. Spadły na Panią jakieś obowiązki wynikające ze zdobycia tytułu II Wicemiss?

(A.T): Tak. Brałyśmy udział w eventach, miałyśmy sesje zdjęciowe. Ale muszę przyznać, że te dziesięć dni, które tam zostałam były z tego wszystkiego najlepsze. Byłyśmy już tylko we trzy, więc wszyscy byli skoncentrowani na tym co robimy. Miałyśmy bardzo dużo zajęć, dużo nas oprowadzali, mogłyśmy zwiedzać. Byłyśmy jeszcze raz w Tokio, w Hong Kongu i w Macau. Byłyśmy gośćmi w wyścigach formuły 3. Uczestniczyłyśmy w różnych pokazach. Podostawałyśmy także bardzo dużo nagród. Jak wracałam, to miałam chyba ponad sześćdziesiąt kilogramów nadbagażu. Całe szczęście organizatorzy konkursu Miss International bardzo mi pomogli, ponieważ z takim nadbagażem miałabym problem z powrotem.  Był to naprawdę wspaniały czas.

(od lewej: Cristina Camargo, Alejandra Andreu, Anna Tarnowska, fot. WP.PL)

(K.G): W końcu wróciła Pani do domu. Jak reagowali na Panią mieszkańcy ukochanego Szczecina?

(A.T): Największe poruszenie było zwłaszcza wśród znajomych. Ludzie w Szczecinie rozpoznawali mnie trochę po konkursie Miss Polonia, ponieważ był on transmitowany w telewizji, więc bardzo dużo osób go oglądało. Ale muszę przyznać, że wtedy konkursy w Polsce nie były tak popularne jak w tej chwili. Teraz jest dużo większe zainteresowanie i jak dziewczyna wyjeżdża na konkurs międzynarodowy to się o tym mówi i pisze. A wtedy tak naprawdę wrzało może na jakichś forach mówiących o konkursach miss. Nie było to jakoś mocno nagłaśniane i nie było dużego zainteresowania. Także w moim mieście. Wiadomo, najbliżsi ludzie cieszyli się i mi gratulowali. Ja w tym samym czasie też studiowałam, ale całe szczęście ludzie mi pomagali. Dostałam indywidualny tok nauczania, więc po powrocie mogłam zaliczać egzaminy, przedmioty i wszystkie zaległości. Miałam dużo pracy, ale udało mi się to zrobić i byłam naprawdę bardzo wdzięczna, że profesorzy mi to umożliwili. Rzeczywiście, na studiach ta informacja bardzo szybko się rozniosła i z reguły było to naprawdę bardzo miło przyjęte. A wiadomo, że różnie z tym bywa, ponieważ tak jak zawsze mówię, czasami uroda pomaga, a czasami przeszkadza. Czasami jest to traktowane w taki sposób, że trzeba walczyć z jakimiś stereotypami, a czasami wiele ułatwia i ludzie są zdecydowanie milsi.

(K.G): Właśnie, biorąc udział w tych wszystkich konkursach była Pani jednocześnie studentką. Jak udało się Pani pogodzić tyle obowiązków?

(A.T): Tak jak powiedziałam wcześniej, udało mi się dostać indywidualny tok nauczania. Profesorzy znali moją sytuację, wiedzieli gdzie wyjeżdżam. Rozmawiałam też z dziekanem na ten temat i wszystko było ustalone, więc dostałam zgodę na wyjazdy i późniejsze zaliczenie tych wszystkich egzaminów. Poniekąd wydaje mi się, że zwykle uczelnia jest dumna z osiągnięć swoich studentów, zwłaszcza na arenie międzynarodowej, więc myślę, że pewnie dlatego mi to umożliwili. Muszę przyznać, że po takim intensywnym miesiącu nie było łatwo wrócić. Byłam naprawdę zmęczona, jeszcze miałam jet lag, ponieważ tam jest chyba osiem godzin różnicy w czasie. A tutaj była naprawdę ciężka praca, ogromne zaległości. Trzeba było się uczyć, zaliczać przedmioty, egzaminy. Łatwo nie było, ale dałam radę, więc nie ma rzeczy niemożliwych.

(Anna Tarnowska – II Wicemiss International 2008, fot. Biuro Miss Polonia)

(K.G): W listopadzie ub.r. minęło jedenaście lat od Pani udziału w Miss International. Jest to dobry czas na refleksję. Jak oceniłaby Pani siebie na przestrzeni tych lat? Zyskała Pani czy raczej straciła na udziałach w wyborach piękności?

(A.T): Muszę powiedzieć, że tylko zyskałam. Na pewno nie mogę powiedzieć, że coś straciłam, bo absolutnie, nie wiem co mogłabym stracić. Zyskałam bardzo wiele, te wszystkie moje wyjazdy. W ogóle uważam, że podróże kształcą, kształtują charakter. Mimo że może się wydawać, iż jest to wyjazd na wakacje, ale tak naprawdę jest to harówka. Często spałyśmy tylko po kilka godzin. Miałyśmy próby w szpilkach, byłyśmy cały czas w make-upie, musiałyśmy pięknie wyglądać. Przyznam się, że jak wróciłam do Polski to przez miesiąc chodziłam tylko w dresie i bez makijażu. Nie mogłam patrzeć na obcasy, sukienki, w ogóle nie miałam ochoty się malować. Czułam, że chcę odpocząć. Było to na pewno trudne, ale uważam, że każda ciężka praca, każde wyzwania bardzo nas kształtują. Mnie nauczyły na pewno dużo pokory. Poznałam kawał świata, bardziej wyszlifowałam języki. Już nie wspominając o nagrodach jakie wygrywałam. Bardzo dużo dały mi te konkursy w sensie materialnym. Wygrałam ogromną ilość nagród i pieniędzy, więc jako młoda dziewczyna byłam już dość samodzielna. To wszystko było fajne. Zawsze marzyłam, żeby móc podróżować, a to dało mi możliwości, jakich wtedy bym na pewno nie miała. Naprawdę bardzo dużo zobaczyłam. Zwiedziłam Koreę Południową, Chiny, Japonię i Białoruś. Myślę, że na wakacje do Białorusi bym się nie wybrała. A zobaczyłam wiele, więc jest to fajne doświadczenie. Mogę więc powiedzieć, że te konkursy dały mi bardzo dużo.

Kiedy mnie ktoś pyta, czy warto w to iść i wziąć udział w konkursie, myślę i stwierdzam, że tak, na pewno warto. Oczywiście nie za wszelką cenę, ponieważ uważam, że będzie co ma być. Trzeba dać z siebie wszystko, ale jeśli nie jest nam dane wygrać czy zdobyć jakiś tytuł, to po prostu widocznie to nie jest dla nas. Każdy ma swoją drogę i nie znaczy, że musi nadawać się do wszystkiego. Tak jak mówię, było to super doświadczenie. Ja bardzo dużo się najeździłam. I jak najbardziej zachęcam każdego, kto chciałby wziąć udział w konkursie.

Czasami bywa, że dziewczyny są tak o siebie zazdrosne, że próbują zdobyć coś układami czy wchodzą w jakieś niefajne relacje. Po konkursach bardzo często zadawano mi pytanie, czy doświadczyłam jakichś dwuznacznych propozycji ze strony organizatorów albo kogokolwiek innego. Ale muszę przyznać, że nie. Nie wiem dlaczego, może po prostu miałam szczęście. Zawsze przy kontaktach międzyludzkich, podczas takich konkursów, swoim postępowaniem i zachowaniem zaznaczam gdzie jest granica. Wiem też, że nie zrobię wszystkiego. Nie za wszelką cenę. Dam z siebie wszystko co w mojej mocy, żeby najlepiej wypaść na finale czy zgrupowaniu, ale to nie jest celem samo w sobie. Po prostu uważam, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Jeśli mam zdobyć tytuł drugiej czy trzeciej wicemiss to tak ma być. Ma mi to coś pokazać. Od zawsze miałam taką postawę. Pewnie było to wyczuwalne, dlatego też miałam szczęście nie doświadczyć żadnej propozycji, bo na pewno nie jest to miłe. Czytałam o różnych takich sytuacjach, ale całe szczęście mi się  to nie przytrafiło.

Jak najbardziej, jeśli ktoś chce wziąć udział w konkursie to zachęcam, ponieważ może być to naprawdę bardzo ciekawe i mocno kształcące doświadczenie…

(Anna Tarnowska współcześnie, fot. Anna Tarnowska/Instagram)

 

FOT. Biuro Miss Polonia, Anna Tarnowska/Instagram

Polub nas:

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.