Wywiad z Piotrem Żyjewskim – Manhuntem Poland 2017

26-letni Piotr Żyjewski to wykształcony muzyk, maratończyk oraz model, który pod koniec ubiegłego roku jako pierwszy w historii Polak awansował do półfinałowej szesnastki wyborów Manhunt International. W wywiadzie udzielonym dla Imperium Miss  opowiada o swoich wrażeniach z Tajlandii, przebiegu zgrupowania oraz planach na przyszłość. 

 

Kamil Gużewski (K.G): Na wstępie chciałbym pogratulować Panu wielkiego sukcesu, jakim jest historyczny awans do TOP 16 konkursu Manhunt International. Jak czuje się Pan w roli pierwszego Polaka z tym wyróżnieniem?

Piotr Żyjewski (P.Ż): Dziękuję bardzo. Oczywiście jestem bardzo szczęśliwy i dumny. Jest to dla mnie ogromne wyróżnienie, że po raz pierwszy w historii, Polak awansował do TOP16 tego międzynarodowego konkursu piękności. To wspaniałe uczucie. Cieszę się, że jury doceniło mnie na tak ważnym konkursie. To wielki zaszczyt.

(K.G): Pana osiągnięcie zostało zauważone przez najpopularniejsze media w Polsce, takie jak Radio Zet czy Radio Eska. Jak zareagował Pan na takie zainteresowanie?

(P.Ż): Tak. To bardzo miłe. I tutaj przede wszystkim wielkie podziękowania dla Marka z grupy Manhunt Poland, który postanowił poinformować wszystkie media o moim sukcesie. Cieszę się, że część z nich napisała artykuł o mnie. To dowód na to, że moje osiągnięcie wzbudziło jakieś zainteresowanie w Polsce.

(K.G): Jest Pan wysportowany, w 2016 roku zdobył Pan koronę polskich maratonów. Co Pana zdaniem powinno cechować dobrego maratończyka?

(P.Ż): Przede wszystkim odpowiednie przygotowanie fizyczne, żeby organizm wytrzymał tak duży wysiłek podczas biegu. Ja koronę robiłem prawie dwa lata, więc przez ten czas musiałem ciągle utrzymywać wysoką formę, żeby być gotowy na kolejny maraton. Drugą bardzo istotną dla mnie rzeczą jest psychika i silna wola. Nie raz miewałem kryzysy na trasie i wtedy silna psychika jest niezbędna. Bez tego mógłbym nie ukończyć m.in. maratonu we Wrocławiu, który odbywał się w wyjątkowo wysokiej temperaturze i organizm naprawdę odmawiał posłuszeństwa, więc wtedy mogłem liczyć tylko na swoją głowę.

(K.G): Rozumiem, że jako maratończyk posiada Pan wszystkie te cechy? Czy przydały się one w czasie panowania jako Manhunt Poland? Jak wyglądał Pana rok z tytułem?

(P.Ż): Prawdopodobnie tak, mimo że traktowałem to tylko rekreacyjnie to udało mi się odpowiednio przygotować i fizycznie i mentalnie. Ważne aby mieć cel, do którego się dąży. A czy przydały się one podczas mojego roku jako Manhunt? Nie wiem. Być może tak. Na pewno dzięki temu byłem już trochę przygotowany fizycznie co jest bardzo ważne. Mentalnie też mogło mi to pomóc, żeby poradzić sobie z taką ważną rolą. Mimo, że to dwie inne branże to jednak mają ze sobą coś wspólnego.

(K.G): Do Tajlandii, gdzie odbywał się konkurs, wyjechał Pan w listopadzie. Miał więc Pan mniej więcej pół roku na przygotowania. Co pochłonęło najwięcej czasu i uwagi?

(P.Ż): Nawet trochę więcej niż pół roku, bo o tym że zostałem Manhunt wiedziałem już trochę wcześniej niż zostało to ogłoszone. Tak naprawdę to nie wiedzieliśmy tylko gdzie i kiedy odbędzie się konkurs bo taką informację ogłoszono dopiero we wrześniu, czyli dwa miesiące przed konkursem. Myślę, że najwięcej czasu pochłonęło przygotowanie fizyczne. Mimo, że wcześniej trenowałem w miarę regularnie, to przed konkursem musiałem zacząć ćwiczyć systematycznie i przestrzegać też swojej diety. Jeśli chodzi o przygotowanie mentalne, to cały czas byłem w stałym kontakcie z Jarkiem, który informował mnie dosłownie o wszystkich szczegółach i formalnościach związanych z konkursem. Tak więc od tej strony nie miałem żadnych obaw.

(K.G): Panie, które wylatują na zgrupowanie międzynarodowych konkursów piękności zaopatrzone są zazwyczaj aż w kilkanaście walizek. A jak wygląda bagaż kandydata na Mistera? Co przede wszystkim musi się w nim znaleźć?

(P.Ż): To prawda. Mi aż tyle walizek nie było potrzebne. Miałem jedną dużą walizkę i bagaż podręczny. Na szczęście w Tajlandii jest ciepło więc wystarczyły mi same letnie ciuchy, które nie zajmowały dużo miejsca w walizce. Tak naprawdę najwięcej miejsca zajął mój strój narodowy, który składał się z kilku części i był naprawdę ciężki. Zabrałem ze sobą też oczywiście strój sportowy, wyjściowy i niezbędne kosmetyki. 

(K.G): Popularne powiedzenie mówi „co kraj to obyczaj”. Czy podczas tygodniowego pobytu w Tajlandii zdążył zauważyć Pan znaczące różnice między obyczajami tajskimi i polskimi?

(P.Ż): Niestety tylko tygodniowego. Tak naprawdę większość czasu spędziliśmy na sesjach zdjęciowych lub w hotelu na próbach, więc też nie mieliśmy aż tak dużej styczności z kulturą tajską, ale to co zauważyłem to ich specyficzny sposób powitania i żegnania. Nikt tam nie podaje sobie ręki tak jak w Polsce tylko składa dłonie i delikatnie się kłania. Więc my, żeby oddać szacunek dla ich kultury, robiliśmy tak samo.

(K.G): Podczas zgrupowania miał Pan szansę zobaczyć Złotego Buddę oraz odwiedzić jeden z miejscowych domów dziecka. Co najbardziej zapamięta Pan z obu tych doświadczeń?

(P.Ż): To były dla mnie dwa zupełnie nowe doświadczenia. Nigdy wcześniej nie byłem w domu dziecka, ani nie zwiedzałem miejsc kultury i religii wschodniej. Z domu dziecka zapamiętam najbardziej te uśmiechnięte dzieci, którym nasza wizyta sprawiła ogromną radość. Doskonale pamiętam jak przywitały nas tańcem i piosenką, a potem wspólnie zjedliśmy obiad i się bawiliśmy. To było urocze. Z jednej strony to bardzo radosne spotkanie, a z drugiej smutne bo widziałem w jakich strasznych warunkach żyją i ja dużo pomocy potrzebują.

Jeśli chodzi o Świątynie Buddy to było to jedno z moich marzeń. Pamiętam, że jak tam wszedłem to zobaczyłem wielki przepych i bogactwo. Nie wiedziałem, w którą stronę patrzeć. Każda świątynia, kolumna czy posąg były dopracowane do najmniejszego detalu. Jedyną wadą dla mnie był zakaz picia wody. Gdy spacerowaliśmy pomiędzy świątyniami, było naprawdę bardzo gorąco i każdy czuł się spragniony. To co jeszcze utkwiło mi w pamięci to to, że do głównej świątyni można było wejść tylko na boso. Tak więc musieliśmy zdjąć buty oraz skarpetki i dopiero mogliśmy wejść na teren świątyni. Naprawdę można było odczuć jak bardzo święte jest to miejsce dla Azjatów.

(K.G): A jak oceniłby Pan hotel Miramar, w którym odbyła się większość zgrupowania? 

(P.Ż): Hotel nie był najnowocześniejszy, ale był ładny i zadbany. Organizatorzy się postarali. Brakowało mi w nim tylko basenu (heheh), ale hotel znajdował się w bardzo fajnej lokalizacji, niedaleko China Town, w którym byłem aż trzy razy i za każdym razem wywoływało to we mnie inne emocje.

(K.G): Prowadził Pan własną firmę gastronomiczną, dlatego zapytam o Pana wrażenie kulinarne. Jak oceniłby Pan tajską kuchnię? Jakie specjały przeważały w serwowanym dla Was kandydatów menu?

(P.Ż): Nigdy nie byłem fanem kuchni azjatyckiej i chyba tak już pozostanie, ale na szczęście spośród serwowanych dań mogłem wybrać coś dla siebie. Np. bardzo smakował mi tajski makaron z trawą cytrynową i kurczakiem, zupy z przeróżnymi warzywami, mlekiem kokosowym. Były też oczywiście ryby, owoce morza oraz kilka zupełnie nieznanych mi dań i smaków, których nawet nie potrafię nazwać ani opisać, ponieważ nie mam pojęcia z jakich produktów zostały wykonane. Nie obeszło się też oczywiście bez potraw ekstremalnie ostrych, które Azjaci jedli bez większego problemu, a ja nie byłem w stanie tego przełknąć (hehe), ale myślę, że mogę powiedzieć, iż w wielu aspektach kuchnia tajska bardzo miło mnie zaskoczyła.

(K.G): Oprócz Pana w konkursie Manhunt International uczestniczyło prawie czterdziestu pretendentów do tego prestiżowego tytułu. Jak odnalazł się Pan w tak zróżnicowanym gronie? Udało się nawiązać jakieś przyjaźnie?

(P.Ż): Zaaklimatyzowałem się tam bardzo szybko. Myślę, że to też zasługa tych osób które tam były, ponieważ od samego początku każdy był przyjaźnie nastawiony. Podczas zgrupowania wszyscy mieliśmy świetny kontakt ze sobą, pomagaliśmy sobie nawzajem, chodziliśmy razem na siłownie. Z wieloma osobami mam kontakt do dziś. Cieszę się, że w tak krótkim czasie mogłem poznać tylu fajnych ludzi i mam nadzieję, że uda mi się jeszcze z niektórymi zobaczyć w przyszłości.

(K.G): A jak wyglądała rzecz z antypatiami? Dało się zauważyć rywalizację, brak zaufania wśród konkurentów?

(P.Ż): Mimo wielu legend krążących na temat konkursów piękności, ja nie wyczułem żadnej antypatii ani rywalizacji między nami. Albo te legendy są wyssane z palca, albo ten konkurs był wyjątkowy. Tak jak mówiłem wcześniej. Każdy z nas był przyjaźnie nastawiony do siebie nawzajem. Oczywiście, każdemu z nas zależało na jak najlepszym wyniku, ale nikt nie robił tego kosztem innych osób. Na wycieczkach czy próbach czuliśmy się tak, jakbyśmy znali się już bardzo długo.

(K.G): Pana poprzednik opowiadał, że podczas zgrupowania Manhunt International 2016 w Shenzhen uczestnicy mieli bardzo mało czasu na naukę choreografii, która dopracowywana była spontanicznie, podczas prób. Jak wyglądało to w roku 2017?

(P.Ż): W takim razie w tym roku było zupełnie odwrotnie. Nawet czasami trochę złościliśmy się na organizatorów, że zbyt dużo czasu poświęcają na próby i przez to mamy mało wolnego czasu dla siebie. Każdy z nas chciał albo trochę odpocząć, albo wyjść z hotelu i trochę pozwiedzać lub poćwiczyć na siłowni.

(K.G): A czy to prawda, że mało brakowało, aby wybił Pan dziurę w suficie podczas jednej z prób? Jak do tego doszło?

(P.Ż): Tak to prawda (hehehe). I ja faktycznie wybiłem tę dziurę w suficie. Powinni ją tam zostawić na pamiątkę po konkursie. Stało się to zupełnie przypadkowo. Na jednej z ostatnich prób przed galą finałową odgrywałem rolę zwycięzcy, ponieważ ćwiczyliśmy ustawianie się podczas wyczytywania wyników. W geście triumfu uniosłem trofeum nad głowę, tak jak to robią sportowcy, ale nie przewidziałem, że sufit był zbyt nisko i wbiłem ostre wykończenie trofeum w sufit. Na szczęście go nie uszkodziłem, ale cała sytuacja była bardzo zabawna.

(K.G): Podczas pre-eliminacji wystąpił Pan w stroju narodowym nawiązującym do ubioru króla Jana III Sobieskiego. Jak oceniłby Pan swój kostium?

(P.Ż): Bardzo lubiłem swój kostium, mimo że było w nim potwornie gorąco. Trudno jest zdecydować się na to jaki kostium wybrać, ale wiedziałem, że na tle kostiumów azjatyckich, wszystkie inne wypadają blado, więc nie chciałem za bardzo od nich odstawać. Dlatego poszukiwaliśmy dla mnie jak najbardziej strojnego oraz eleganckiego kostiumu. Gdy zobaczyłem ten, to od razu wiedziałem że muszę w nim wystąpić. Ku mojemu zaskoczeniu, bardzo spodobał się on Azjatom. Może dlatego, że oni są przyzwyczajeni do zupełnie innej estetyki i gdy ich kostiumy były w jakimś stopniu do siebie podobne, to mój wyróżniał się całkowicie i oto nam właśnie chodziło. Mimo, że trochę w nim wycierpiałem podczas kilkugodzinnej sesji na gorącym powietrzu, to było warto.

(K.G): Obycie sceniczne zdobył Pan dzięki występom muzycznym nie tylko w Polsce, ale też za granicą, m.in. w Danii czy USA. Czy doświadczenie to pomogło Panu w trakcie występu podczas finału Manhunt International?

(P.Ż): Myślę, że tak, chociaż to zupełnie inna branża, ale ja bardzo lubię scenę, lubię występować przed publicznością i nie miałem żadnych obaw przed wyjściem na wybieg podczas gali finałowej. Nie odczuwałem żadnego stresu, mimo że wiedziałem że jest to nagrywane, transmitowane w internecie na cały świat, że oglądają to moi bliscy, że miałem presje roli jaką tam odgrywam. Czułem tylko wielkie podekscytowanie i z każdym kolejnym razem gdy prezentowałem się na scenie, miałem z tego jeszcze większą przyjemność. To naprawdę niesamowite uczucie.

Piotr Żyjewski Manhunt Poland 2017 i jego saksofon#manhuntpoland #manhuntinternational #mister #piotrzyjewski #poland #polishmodel #zarchiwummiss

Opublikowany przez Manhunt Poland Niedziela, 15 października 2017

(K.G): Zostańmy chwilę przy muzyce. Jest Pan absolwentem szkół muzycznych, gra Pan na saksofonie, teraz nagrywa pan materiał na pierwszą płytę. Czy miał Pan szansę zaprezentować swój talent muzyczny podczas zgrupowania?

(P.Ż): Niestety nie. Tak jak mówiłem wcześniej, większość czasu spędzaliśmy albo poza hotelem na sesjach zdjęciowych, lub już w hotelu na próbach i nie było za bardzo możliwości na to. Ja też nie należę do osób, które chcą na siłę się czymś pochwalić więc po prostu jak nie było okazji to sam się nie wychylałem.

(K.G): Pierwszy raz w historii Manhunt International wyczytano Polskę jako kraj awansujący do TOP 16. Jak zareagował Pan na ten werdykt?

(P.Ż): Pierwsze co poczułem to ulgę. Widać to chyba nawet na jednym z filmików jak uniosłem głowę i odetchnąłem. Serio kamień spadł mi z serca. Bardzo zależało mi na awansie do TOP16. Wiedziałem jak wiele osób we mnie wierzy i widzi moje szanse. Wiedziałem też jak wszyscy czekają na pierwszy sukces Polski i po cichu liczą, że może tym razem w końcu się uda. Chciałem to dla nich zrobić. Jestem szczęśliwy, że mi się to udało i że zostałem doceniony przez jury.

(K.G): Zdaje się, że organizatorzy Manhunt International lubią szokować werdyktami. Rok 2016 – wygrana Patrika Sjöö, a rok 2017 – sami Azjaci w TOP 5. Co o takim werdykcie mówiło się w kuluarach?

(P.Ż): Po gali finałowej trochę dyskutowaliśmy między sobą. Byliśmy zaskoczeni werdyktem. Ja miałem zupełnie inne typy na TOP5 i prawie każdy miał takie same jak ja, więc jury faktycznie nas zaskoczyło. Oczywiście nie chcę tu umniejszać sukcesu kolegów bo uważam, że też na niego zasłużyli, ale takiego wyniku chyba nie spodziewał się nikt.

(K.G): A Jak oceniłby Pan Truong Ngoc Tinha – zwycięzcę wyborów Manhunt International 2017? 

(P.Ż): Dobrze wspominam go podczas tego całego tygodnia. Spełniał wszystkie kryteria aby móc zwyciężyć. I choć jego zwycięstwo też było dla wielu dużym zaskoczeniem jak i dla mnie, to uważam, że w pełni zasługuje na ten tytuł. Śledzę jego poczynania i widzę, że doskonale spełnia się w tej roli. Także wielkie gratulacje dla niego.

(K.G): Na koniec pytanie o dalsze plany: czego możemy spodziewać się po Piotrze Żyjewskim w najbliższym czasie? 

(P.Ż): Sam do końca nie wiem (hehe). Mam wiele planów i mam nadzieję, że uda mi się je zrealizować. W najbliższym czasie powinien ukazać się jeden z moich utworów, który już został nagrany, a później kolejne. Obecnie nadal pracuję nad materiałem na płytę i przygotowuję się do przyszłych koncertów.

(K.G): Bardzo serdecznie dziękuję za wywiad i życzę powodzenia!

(P.Ż): Ja również bardzo dziękuję.

 

FOT. Manhunt Poland (5), Michał Ignar (2), Missosology (1)

Polub nas:

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.